Ekologiczny ogród

Odkąd zamieszkaliśmy na wsi podeszliśmy do tematu otaczającej nas przyrody z uczuciem i zrozumieniem. Cały rok zajęło mi to, żebym zauważyła, że na dworze jest przez 6 miesięcy zielono i 6 miesięcy biało. W mieście nie czuje się tak pór roku, nie żyje tak otaczającą przyrodą, zwierzętami, roślinami, zapachami.
Obserwuję zmieniającą się populację owadów, dużą śmiertelność pszczół, mniejszy ruch przy kwitnących drzewkach. To smutne, wszędzie tam, gdzie wkracza człowiek stara się ugiąć przyrodę, zmusić do chodzenia na jego potrzeby i zawołanie niczym osiołek w kieracie.
A w moim ogrodzie jest ekologicznie, nie opryskujemy drzewek owocowych, nie sypiemy nawozów, nie grabimy liści spod drzew pozwalając ma tworzenie się naturalnej ściółki i miejsce dla owadów. To tętniące życiem na wiosnę miejsca, gdzie ślimaki mają swój dom, dżdżownice przerabiają ściółkę i małe pajączki budzą się do życia w wiosennych promieniach słońca. W różnych miejscach wysiewają się brzozy, dęby, świerki, te samosiejki rosną jak szalone wielokrotnie szybciej niż szczepione odmiany. Są silne, pełne życia i werwy. Na polach zostawionych dla natury powraca ekosystem. Wyorane, co do milimetra skiby ziemi na zboża siane dwa razy do roku przyjmują nowe rośliny. U mnie każde drzewo jest radością a nie stanowi problemu. U nas przyroda żyje, oddycha, ziemia jest dla nas, dla saren, dla dzików i zajęcy. Dla stad owadów, które mieszkają w wysokich trawach, dla małych ssaków i ptaków. Na naszych polach gniazdują żurawie, które serwują mi pobudki późną wiosną o 5 rano. Aż łza się w oku kręci, że przyroda oddycha i żyje tylko tam, gdzie człowiek swojej ręki nie przyłoży.  Pola sprzedane przez starszych rolników przechodzą przeobrażenia niczym transformers, straszne i prawdziwe. Zostaje wyrwane każde drzewo, każda witka i krzak. Powstaje tafla zboża i monokultura. A gdzie zalesienia międzystrefowe dla zwierząt ja się pytam – no gdzie? Smutne to bardzo, że człowiek niczym najeźdźca z kosmosu anektuje dla siebie wszystko, chcąc zagarnąć cały świat. A jak na grzyby ktoś ze wsi chce iść to gdzie? A do mnie na pole, bo u mnie są drzewa, powstała ściółka i grzyby rosną jak szalone. Muszę pomyśleć, może ja powinnam chodzić do ludzi na pola zbierać ziemniaki, skoro co moje to ich, to niech co ich, będzie i moje 😉

Pozdrawiam iFajna

Wymacana kanapka w McDonald’s

Jechałam latem autostradą A1, zmierzałam w stronę morskich wycieczek i zatrzymałam się w McDonald’s. Ja to się mówi, nie lubię, ale muszę. Głód nie wybierał. Takie jedzenie, może nie jest wartościowe i zdrowe, ale tłumaczyłam sobie, że chociaż jakieś standardy zwykła sałata trzyma, zresztą zawsze bułę z serem i sałatę zamówić można. Teraz, to już nie jestem pewna. W każdym razie miałam do wyboru MC’a lub bar przydrożny typu „Przy lesie”, gdzie strach oblatuje i ciarki po plecach łażą na samą myśl, żeby tam coś zjeść. Głupich nie sieją, sami się rodzą i czasami nawet przed takimi lokalami stoją samochody nieszczęśników, którzy odważyli się zamówić flaczki czy nieśmiertelny od Wielkanocy bigos. Zdecydowanie to nie moja broszka, ja nie chcę mieć żółtaczki ani problemów gastrycznych. Wracając do McDonalda o rzesz ty orzeszku. Byłam jedynym klientem, pomijając osobę siedzącą w rogu sali i patrzącą tępo w gazetę, a może był to wyraz twarzy człowieka skupionego? Nieważne. Pani wzięła zamówienie, a ja grzecznie czekałam lustrując proces przygotowywania kanapki i frytek, na które zaparło się moje dziecko. Lekko pobladłam, gdy zobaczyłam, że wśród przygotowujących kanapki nikt nie miał rękawiczek. Wszystko macano do woli. Brakowało tylko mopa stojącego w kącie, ale to tylko, dlatego, że był on właśnie w użytku. Do cholery, czy kanapki maca się ile wlezie dłońmi bez rękawiczek, którymi można było wytrzeć właśnie gila, podetrzeć tyłek i podrapać pod spoconą pachą. Kobieta układa paluszkami sałatę, ser, pomidora, ogórka, bułkę i inne pierdoły. Czar prysł, jasna cholera! Mam w kanapce pot kobiety z McDonalda i ewentualnie jej bród z za paznokci! Gdzie sterylność, czystość i jakaś podstawowa higiena – gdzie rękawiczki, które widziałam w innych MC’ach?
W efekcie dostałam wymacaną bułkę i gorzkie frytki, co świadczyło tylko o ich średniej świeżości, albo jakimś starym oleju czy setnym odgrzewaniu. Do dupy z takimi standardami. Kanapkę z serem dałam mężowi a frytki dziecku, które samo oceniło, że są ohydne i wylądowały w koszu razem z kanapką – sami tego chcieli. Ja zadowoliłam się herbatą.

Pozdrawiam iFajna

Teatr Wielki balet Tristan

Tristan to kolejne przedstawienie baletowe, na którym byliśmy w ubiegłym sezonie i będziemy powtórnie w aktualnym. To wspaniały balet, wykonanie głęboko poruszające i wciągające. Jeśli chcecie pójść z dziećmi, to raczej nie młodszymi niż 10-12 lat, no chyba, że są już wytrawnymi widzami. Moje dziecię młodsze o kilka lat było zafascynowane, ale jest zaprawione w przedstawieniach baletowych, ponieważ jesteśmy na wszystkich przedstawieniach w Teatrze Wielkim, jakie są wstawiane od 3 sezonów. Co można napisać o samym Tristanie, to minimalne dekoracje, praktycznie ich brak, czarno biała scena i sami fantastyczni tancerze. Bez efektów specjalnych, kolorowych kostiumów, zmieniających się dekoracji, czyli tego wszystkiego, co dla dziecka poznającego balet od podstaw jest maksymalnie zachęcające. Ale taniec, wspaniały, urzekający i wciągający. Samo przestawienie, choreografia i ruchy przejmujące! Gdy my byliśmy, śpiewała Agnieszka Rehlis (mezzosopran). Jej głos wręcz przenikał przez ściany i skórę. Cudowne doświadczenie, mam nadzieję, że w tym roku będzie podobnie.

Pozdrawiam iFajna

Jak to jest, że chamstwo, prostactwo wygrywa nawet z kulturą?

Obserwuję facebooka od kilku lat i z przerażeniem stwierdzam, że coś złego dzieje się, nie w serwisie, a z ludźmi. Jak to jest, że prawie 200 tysięcy fanów ma strona „chuj wie”. Jak grzyby po deszczu powstają fanepage, które w ciągu kilku tygodni mają dziesiątki tysięcy fanów, tylko dlatego, że mają w nazwie słowa „chuj”, „kurwa”, „pizda”, „wyjebane”, „pierdole” i inne tego typu podobne wulgaryzmy. Jak to jest, że takie buractwo znajduje fanów, jak to jest, że ludzie nie mają oporów, żeby je polubić i mają ku temu jakieś wewnętrzne powody. Jak to jest, że takie chamstwo ma w ogóle racje bytu, jest nagradzane a nie piętnowane. Strony te nic nie wnoszą, ani do życia ani kultury. A właśnie, a kultura, a kultura leży i kwiczy. Teatr Wielki ma 13 tysięcy fanów, mniej niż całkiem przeciętnej wielkości strony ze słowem „kurwa” w nazwie, nie porównuję nawet z „chujem”, bo tam mało, kto może podskoczyć. Nie jestem święta, używam czasami słów niecenzuralnych, ale żebym wpadła na pomysł polubienia takiej strony, założyła ją dla siebie, czy o sobie tak pisała? Na pewno NIE! Ludzie – dlaczego ktoś lubi te strony?

Pozdrawiam iFajna

Teatr Wielki balet Bajadera

Bajaderę można było zobaczyć w ubiegłym sezonie w Teatrze Wielkim. W tym niestety nie ma takiej możliwości, ale nie jest powiedziane, że nie pojawi się znowu w nadchodzącym od września sezonie 2013-2014. Zawsze czekam z niecierpliwością na to, co się pojawi.
Według naszej opinii jest to przedstawienie baletowe również dla dzieci, spokojnie może zobaczyć je i będzie zadowolone dziecko, które miało już przyjemność być na przedstawieniach baletowych takich jak Kopciuszek, Śpiącej królewna czy Dziadek do orzechów.
Bajadera to hinduska baśń o miłości tancerki z wojownikiem. Muzyka Mariusa Petipa, Siergieja Chudiekowa ciepła, delikatnie wpadająca w ucho, cudowna i nastrojowa. Wszystkie dzieci, które obserwowałam w tym moje były zauroczone, zdecydowanie warto pójść na Bajaderę! Do tego piękne dekoracje, nie tak wystawne i bogate jak na Kopciuszku ale to nie szkodziło, bo sam taniec zniewalał i zwyczajnie nie można było oderwać oczu od tancerzy!

Pozdrawiam iFajna

Dokarmiam ptaki zimą

Przyszła zima nie ma przebacz. Na termometrze temperatura spadła do -8 stopni, śnieg przykrył pola i lasy. Całe stada wygłodniałych ptaków koczują u mnie pod domem. Od wielu lat, gdy pojawia się śniegi dokarmiany całe skrzydlate towarzystwo. To dobre dla zwierząt, edukacyjne i super ciekawe dla dziecka a mi daje poczucie, że robię na świecie coś dobrego. Godzinami dziecko może siedzieć na oknie i obserwować ruch w karmiku. Z zeszłego roku zostało mi jeszcze 20 kg karmy, ale już z myślą o końcu grudnia kupiłam kolejne 30 kg karmy dla ptaków. Mam już sprawdzoną karmę od lat i schodzi z wielkim powodzeniem. Trzy szufle, do każdego karmika wiszącego oraz po jednej, plus kilka kubków pod choinki. W karmiku ruch, pod karmikiem też :) Dokarmiają się u mnie również bażanty, kuropatwy i wszelaka gawiedź latająca. Możemy sobie podziwiać ptactwo do woli. Fantastyczne zajęcie. Cieszę się zawsze jak dziecko, gdy przyjeżdżają kolejne worki z karmą. Wiem, że nie zawiodę skrzydlatych ale jak zimą się kończy, śnieg znika, to muszą sobie radzić same, gdzieś od końca marca powoli zmniejszam porcje aby łagodnie wzięły się za poszukiwania darów natury na własne skrzydła ;). W tej chwili na drzewie zawisły dwie słoniny i sikorki odnalazły już do nas drogę. Wolę kupić karmę dla ptaków niż sobie nowe buty, wiem, że robię coś dobrego dla zwierząt, że pozwoli im to przeżyć zimę a ja … a ja mogę chodzić w butach z ubiegłego sezonu.

W tym roku nie opadły jabłka z drzew, mam u siebie stare gatunki, które kiedyś były dla ludzi i zwierząt, a nie tylko dla człowieka. Zawsze część owoców zostawała dla ptaków. Teraz te niskopienne drzewka są jak kikuty, które ścina się przy samej ziemi zbierając jabłka, drzewa wyciągają z ziemni wszystko, zwierzętom i przyrodzie nic w zamian nie dając. A moje drzewa teraz całe jabłkami obwieszone, wspaniale wyglądają i są dla ptaków do jedzenia. Nie zrywałam jabłek w tym roku tylko spady zużywałam.

Co ciekawe, przez cały rok kuropatwy i bażanty trzymały się od nas z daleka, a gdy pojawił się śnieg zaczęły przychodzić pod choinki w miejsce, gdzie w zeszłym roku sypałam jedzenie. To wspaniałe uczucie, że zwierzęta pamiętają, wiedzą gdzie przyjść i czują się u nas bezpiecznie. Byle z daleka od myśliwych!!!

Pozdrawiam iFajna

Pozytywnie zaskoczona

Czasami ludzie pozytywnie mnie zaskakują, chociaż nie zdarza się to zbyt często, ale jednak od czasu do czasu mam taki przebłysk, że może jednak warto wierzyć w ludzi. W sobotę będąc w teatrze znalazłam torebkę damską na podłodze w korytarzu, stałam obok niej  i pilnowałam. Po kilkunastu minutach przerwy teatralnej znalazła się jej właścicielka. Nie muszę pisać, że była cała szczęśliwa 😀 W miniony poniedziałek byłam z dzieckiem w jednym z warszawskich centrów handlowych. Wcześniej zrobiłam zakupy prezentowe i biegając od regału do regału za dzieckiem, gdzieś w międzyczasie zostawiłam w EMPIKu swoją dużą, papierową torbę ze świątecznymi zakupami i książkami. Poszłam spokojnie na obiad i po konsumpcji, gdy dziecko bawiło się nową zabawką, wpadłam na pomysł, że nie ma jak przewertowanie książki przy kawie. Właśnie wtedy zorientowałam się, że posiałam w sklepie swoją torbę, zostawiając ja przy którymś regale. Poszłam do EMPIK’u i wiecie, że jakiś dobry człowiek oddał moją torbę z zakupami do informacji!!! Dziękuję 😀 Nie często się to zdarza a jednak!

Pozdrawiam iFajna

Teatr Wielki – balet Dziadek do orzechów

Dziadek do orzechów w Teatrze Wielkim jest drugim, zaraz po Kopciuszku, przedstawieniem baletowym, które nazwałabym w linii prostej „dla dzieci”. To odtańczona w niezapomniany sposób baśń, przenosi najmłodszych i ich rodziców w spaniały świat wyobraźni, magii, wróżek, walki dobra ze złem. Dzieciaki są zawsze zadowolone. Tańczący oszałamiająco szczur wzbudza niechęć dzieci, ale i zachwyt równocześnie. Wątek miłosny zawsze się sprawdza i happy end musi być. Dziadek do orzechów w teatrze wielkim to niezapomniane przedstawienia baletowe również dla dzieci. Zdecydowanie super, zdecydowanie warto i zdecydowanie polecam. Takie baśnie baletowe są wspaniałą okazją do zapoznania dziecka ze sztuką, uwrażliwiają na dźwięki, bodźce, uruchamiają wyobraźnię. Grająca na żywo orkiestra i ciarki na plecach, gdy słychać werble. Jeśli tylko macie ochotę, koniecznie się wybierzcie, dzieciaki przeżyją niezapomniane emocje. Ci, którzy jeszcze nie byli na Dziadku do orzechów, a bardzo by chcieli, mają jeszcze szanse w grudniu tego roku. W Teatrze Wielkim jest kilka przedstawień, na niektóre są jeszcze dostępne ostatnie bilety.

Pozdrawiam iFajna

O czym myślą kobiety

Trzy dni temu postanowiłam w ramach bycia na bieżąco ze współczesnym światem mody i trendami zagłębić się w treści artykułów z prasy kolorowej. Było to zadanie męczące dla mnie wyjątkowo, ponieważ nie ekscytuję się kolejną parą butów a tym bardziej nie podniecam na myśl o wprowadzeniu jesiennej kolekcji ubrań przez znanego projektanta. Ale nie ma łatwo, umiem czytać, więc czytam. Po kilkunastu minutach ziewam, przecieram oczy i zmieniam pozycję w fotelu. Mimo, że wszystko podpowiada mi, czas wziąć się za coś pożytecznego a nie czytać pierdoły, nie poddaję się i kartkuję setne strony kolorowych magazynów. Trudno, czasami trzeba się poświęcić. Po jakimś czasie zaczęło mnie to nawet wciągać na tyle, że nie bałam się, wyskoczenia szczęki z zawiasów przy następnym napadzie ziewania.
To, że kobiety mają w życiu poniekąd pod górkę to wiedziałam od dawna, ale że aż tak, to zaskoczyło mnie solidnie. Z owych magazynów dowiedziałam się, kilku zaskakujących statystycznie faktów. A mianowicie:
– Przeciętna kobieta myśli o jedzeniu, co 15 minut
– Co 10 minut myśli o tym jak odbierają ją inni
– Do 20 razy dziennie sprawdza w lustrze jak wygląda
– Zastanawia się, czy czas zacząć odchudzanie 5 razy dziennie
– Co czwarta kobieta odchudza się przez większości życia
– Co trzecia ma wyrzuty sumienia po zjedzeniu czekolady
–  Przeciętna kobieta 12 tysięcy godzin spędza na płaczu w ciągu całego życia
tak .. trzeba się streszczać, żeby jeszcze pamiętać o oddychaniu … Kurcze ale jesteśmy zajęte, mega, normalnie mega i to bez codziennej porcji pracy:D

Pozdrawiam iFajna

Teatr Wielki balet Kopciuszek

Wzdycham z zadowolenia, szeroko i z przekonaniem uśmiecham się na samą myśl i patrzę w kalendarz, kiedy idziemy ponownie. Na kopciuszku byliśmy już 3 razy. To jedno z trzech przedstawień baletowych, które można zobaczyć w tym sezonie w Teatrze Wielkim, na które można śmiało wybrać się z dziećmi. Na sali pojawiają się maluchy w wieku od 3 lat. Zazwyczaj zadowolone, wpatrzone, z wypiekami na twarzy śledzą zmiany na scenie, fabułę i treść. Wyobraźnia pracuje, emocje sięgają zenitu a potem owacja na stojąco o to chodzi. Nie trzeba już wszystkiego podawać na tacy jak dzieje się to w telewizji.
Rewelacja, co można więcej napisać! Byliśmy i idziemy znowu idziemy czwarty raz. Dziecko bawi się za każdym razem równie dobrze. Brzydkie i cudowne zarazem siostry odtańczone a wręcz odegrane przez mężczyzn, królewicz rodem z bajki, cudowne kostiumy, dekoracje, boski kopciuszek, ekspresyjne wróżki – bajka, istna bajka! Na chwilę odrywamy się od codzienności, od realności otaczającego świata, aby dać się ponieść emocjom i muzyce. Warto, warto i jeszcze raz warto!

Pozdrawiam iFajna